- Acoustic Guitar Show 2011
- T.Burton Festival 2010
- Warsztaty Thomasa Leeba (Austria 2010)
- Acoustic Guitar Show 2010
- Kieran Murphy: Per Se
- Steve Howe: Natural Timbre
- Tommy Emmanuel: The Mystery
- Koncert T.Emmanuela w Warszawie
Jesteś tutaj: Strona Główna » Recenzje » Warsztaty Thomasa Leeba (Austria 2010)
Warsztaty Thomasa Leeba (Austria 2010)
Tekst jest zmodyfikowaną wersją wpisu na moim blogu, stąd jego osobisty charakter i rozłożenie akcentów, w tym lutnicze dygresje. Mam jednak nadzieję, że ze względu na tematykę - nie będzie to przeszkodą.
Niełatwo jest opisać ilość inspiracji i energii, jaką przywożę ze sobą z warsztatów gitarowych Thomasa Leeba. To była niesamowita przygoda! Przez Kraków, Brno, Wiedeń¹ do górskiego Turracher Höhe, gdzie w okrągłej drewnianej sali z widokiem na Alpy, przez 6 dni nieustannie rozbrzmiewał jakiś Lowden, dla którego właściciel zdawał się nie mieć litości: oprócz szarpania strun nieustannie uderzając w gryf i korpus gitary ze wszystkich możliwych stron. Stąd powstał nawet obozowy żart nazwany "zasadą nr 1": w czasie grania utworu musisz dotknąć pudła gitary z każdej możliwej strony. Ale zacznijmy od początku.
Sklep Furcha w Brnie
"Z gitarowego punktu widzenia" nasza przygoda zaczyna się od przystanku w Brnie. Brno znajduje się w połowie drogi między Krakowem i Wiedniem i z tego powodu było idealnym przystankiem na naszej samochodowej trasie. Ale ważniejsze, że znajduje się tam główny sklep i manufaktura Franciszka Furcha, którego gitarą się posługuję. Byłem bardzo ciekaw nowych modeli i asortymentu flagowego sklepu tej najlepszej gitarowej manufaktury w tej części Europy. Niestety - rozczarowujący jednak okazał się poziom hałasu w niewielkiej salce sklepu. Pomimo, że było w czym przebierać, praktycznie nie sposób było usłyszeć własnej gitary. Trafiliśmy na moment dużego ruchu. Ciężko więc było o jakieś sensowne odsłuchanie instrumentów.
Niemniej zastanawiam się czy w przyszłości nie czeka mnie jeszcze jedna wizyta w Brnie, bo model OM-34SR, aż prosi się o zamówienie w wersji custom: z głębszym korpusem, gryfem 45mm, główką w wersji slothead i tyłem z pięknej odmiany palisandru: ovangkol. Jeżeli chcecie zamówić manufakturową (pół-lutniczą) gitarę najwyższej jakości i nie zapłacić fortuny - w tej części świata Furch jest na pewno najlepszym wyborem. Śmiało polecam też sklep AdaMusic na Targowej w Warszawie. Mają bardzo dobrą reprezentację asortymentu Furcha, sympatyczną i kompetentną obsługę i do tego... cichsze wnętrze gdzie zdarzyło mi się spędzić 3 godziny ogrywając gitary po kolei.
"The Bootcamp"
Wróćmy jednak do warsztatów.
Fingerstyle to pojemny termin. Warto więc zacząć od zapoznania się ze stylem, który reprezentuje sam Thomas Leeb. Choć warsztaty z pewnością nie były ograniczone do technik tappingu, efektów perkusyjnych i egzotycznych strojów, to osoby, które w ogóle nie czują się zaintrygowane tym sposobem grania, mogą poszukać odpowiedniejszej imprezy. Krąg muzyczny, w którym funkcjonuje ta impreza to szeroko pojęta spuścizna Michaela Hedgesa, mentora takich sław jak Andy McKee czy Don Ross. Jeżeli to nazwisko nic ci nie mówi - odsyłam do YouTube.
Wprowadzając w nastrój imprezy - ten krótki klip powie więcej niż długie opisy. Od razu ostrzegam, że widać na nim kilka postaci, o których według mnie, jeszcze będzie można usłyszeć!
Tu znowu lutniczy wtręt: Jacob Szulecki na pierwszym planie wymiata na gitarze Nicka Benjamina (JOM #60). Był to jeden z dwóch Benjaminów na warsztatach. Ten brytyjski lutnik obsługuje takie nazwiska jak Kaki King czy Newton Faulkner (który w tym roku planował odwiedzić warsztaty, na co nie pozwolił "napięty kalendarz"). "Benjaminy" cechuje piękny minimalizm formy i oryginalny scoop cutaway jednogłośnie okrzyknięty (przez tych, którzy go widzieli) jako "sexy". Przede wszystkim jednak: doskonały balans słyszalny na pierwszy "rzut ucha". Parę lat temu, jego gitarę można było zamówić od ręki, a okres oczekiwania był kilkumiesięczny. Jednak potem "niespodziewanie" zyskał na popularności i obecnie kolejka jest na 3 lata w przód (!) o czym wiem, bo znajduję się w pobliżu jej końca. Jacob był jednym ze szczęśliwców, którzy czekali o wiele krócej.
Program warsztatów był ciekawy. Obejmował wachlarz technik i problemów aranżacyjnych rozwiniętych na przykładzie konkretnych utworów, ale także elementy teorii muzycznej i bardzo ciekawe zajęcia z nagłaśniania gitary na scenie prowadzone przez Thomasa. Alex Kabasser (który prócz tego, że jest wyśmienitym gitarzystą, uzyskał właśnie dyplom doktora medycyny) miał prelekcję poświęconą gitarowym kontuzjom. Do tego - nieodzownym elementem nauki były cowieczorne koncerty, w których stratą byłoby nie brać udziału.
Wśród nauczycieli na pewno chcę wyróżnić Stuart Ryan. Ten człowiek prócz tego, że jest po prostu fenomenalnym gitarzysta płynnie poruszającym się po muzycznych gatunkach - od innowacyjnego fingerstyle pełnego elementów perkusyjnych, czy basowy slapping po naprawę wysokich lotów improwizacje w stylu gipsy jazz - jest jednocześnie doskonałym nauczycielem. Sam Thomas Leeb również okazał się niezłym pedagogiem. Na obozie widziałem osoby zupełnie początkujące, które od razu brały się za tapping i efekty perkusyjne... z powodzeniem! Okazuje się, że ten sposób gry wcale nie jest trudniejszy. Po prostu jest to odmienne podejście do instrumentu, które jeżeli chodzi o np. niezbędną do wyćwiczenia siłę palców, może być nawet prostsze niż granie tradycyjne.
Ludzie, których spotkałem na miejscu byli wspaniali. Przekrój wiekowy 16-60 - wspólna cecha: "zajawka". Jeżeli ktoś wsiada w samolot/samochód z gitarą i rusza na tydzień w Alpy - najpewniej wie czego chce. Spotkałem tam parę osób, których kawałki znałem z już z YouTube np. Chrisa Browna (tu na koncercie studentów ) czy Bellę Kardasis... nie sposób wymienić wszystkich - polecam inne nagrania publikowane na profilu warsztatów.
Atmosfera, która panowała pomiędzy zajęciami była rewelacyjna. Sprzyjało jej oczywiście górskie powietrze, ale naprawdę nie trudno jest zżyć się z taką grupą. Świat pasjonatów jest zawsze mały - po takich warsztatach tylko się zmniejsza.
Thomas Leeb okazał się człowiekiem pozbawionym zupełnie gwiazdorstwa. W przerwach dzielił czas między rodzinę (jego żona i córeczka "ocieplały" atmosferę "pękniętego paznokcia" w momentach, gdy niektórzy osiągali szczyty frustracji nad tabulaturami) i uczestników, z którymi jeszcze po północy grywał w nailing. Tę grę - polegającą na wbijaniu gwoździ w wielki pień, za pomocą węższej części młotka - uwielbiali wszyscy. Wygrywali bynajmniej nie Ci, którzy wypili najmniej lokalnego piwa. Wyjeżdżając i dziękując Thomasowi usłyszałem: "Chętnie zagrałbym dla Was w Polsce!". Obiecałem rozejrzeć się za możliwościami zorganizowania koncertu w Polsce wiosną 2011.
Przyjemnością było też poznanie Alexa Kabassera - jego nowe kompozycje, które zaprezentował na koncercie nauczycieli określiłbym jako porywające. Tego gitarzysty będzie się słuchać. Alex grywa na gitach Furcha - na modelu D-40, nagrał pierwsze nagrania studyjne (co jest dla mnie wyjątkowo inspirujące gdyż używam tego samego modelu). "Odziedziczył" też po Thomasie pierwszy "perkusyjny" model Benjamina (JOM #77), na którym Thomas nagrał studyjnie parę kompozycji na płytę "Desert Pirate". Alex wie jak używać tych gitar - odsyłam do jego profilu na YouTube.
Dla mnie punktem oporu były na pewno wieczorne koncerty - nie miałem zupełnie doświadczenia z graniem przed publicznością, a moja gitara nie ma zamontowanego pickupu co utrudniało mi życie. Biorąc pod uwagę, że na serio zajmuję się instrumentem od dwóch lat - było to spore wyzwanie, ale i duża frajda. Jeżeli planujesz grywać dla ludzi - moment pierwszej konfrontacji z jakąkolwiek "żywą" publicznością na pewno zapamiętasz.
Nie ma lepszego miejsca, by spróbować swoich sił, niż warsztaty muzyczne, gdzie publiczność nastawiona jest z założenia przychylnie; każdy może liczyć na brawa (choćby za odwagę, którą nie wszyscy mają!), ale i na bezcenne uwagi i porady. Stuart Ryan bardzo uważnie słuchał wieczornego grania i następnego dnia modyfikował plan zajęć, starając się brać na warsztat to, co wydało mu się szczególnie warte uwagi.
Bezcenną wartości warsztatów tego typu, jest również możliwość osłuchania się i opatrzenia się na żywo z tym rodzajem grania.
Podsumowanie
Pakując się z gitarami do samochodu Marcina, nie mieliśmy zielonego pojęcia czego oczekiwać? Stwierdziliśmy - ostatecznie to będzie parę dni w Alpach i niezła wycieczka. Przywożę jednak "turbo doładowanie" na wiele kolejnych miesięcy i silną determinację by za rok znowu trafić do Turracher Höhe. Tego wrażenia nie przyćmiła ani awaria samochodu, ani moje lekkie przeziębienie, które "złapaliśmy" podczas drogi powrotnej. 650euro + ok 500zł na głowę za podróż samochodem to jak na Polskie warunki - niemało, a jednak pewne przygody nadają życiu smak i warte są swojej ceny i tak jest tym razem. Jeżeli dałeś się skusić - odezwij się za rok, kiedy będę ruszał z gitarą w Alpy.
¹ Dziękujemy przyjaciołom, którzy przenocowali nas w Krakowie i Wiedniu!




